Wspólnota
Każdy co ambitniejszy autor rozpoczyna swój utwór od apostrofu lub innej
inwokacji, w której prosi Boga lub bóstwa o natchnienie w tworzeniu
swego wiekopomnego dzieła. Tak robili Homer, Mickiewicz, więc i ja,
prosta nauczycielka, również chcę tak rozpocząć ten miniwykład o roli
wspólnoty w moim życiu. Proszę, abyście się jednak nie obawiali, moje
świadectwo nie będzie miało rozmiarów "Iliady" czy "Pana
Tadeusza"... Chciałabym więc rozpocząć moją wypowiedź od fragmentu
psalmu 63, który najpełniej wyrazi, co teraz czuję. Mam też nieodparte
wrażenie, że słowa te "grają" w niejednej duszy zgromadzonych
w tej salce. A więc:
"Boże, mój Boże, szukam Ciebie i pragnie
Ciebie moja dusza.
Ciało moje tęskni za Tobą, jak zeschła ziemia łaknąca wody.
Oto wpatruję się w Ciebie w świątyni, by ujrzeć Twoją potęgę i chwałę.
Twoja łaska jest cenniejsza od życia, więc sławić Cię będą moje wargi."
I dlatego właśnie tutaj się znalazłam. Tutaj w Koinonii św. Pawła i
tutaj Go odnalazłam. Boję się, że niektórzy mogą się oburzyć, słysząc
to moje wyznanie, ale trudno. Prawda ponad wszystko. Od zawsze poszukiwałam
Pana Boga. Biegałam od kościoła do kościoła, od kursu do kursu, od warsztatu
do warsztatu. I szukałam. Siebie, Boga, Jezusa, wiary, miłości bezwarunkowej.
A ponieważ jestem chyba trudnym przypadkiem, nie potrafiłam tego wszystkiego
dostrzec w codziennym moim życiu sprzed Koinonii św. Pawła. Wszędzie
byłam szybko powierzchownie, przemądrzale, roszczeniowo.
Pozwólcie, że w tym momencie podeprę się jakimś autorytetem, aby mój
miniwykład nabrał mocy. Przytoczę Wam cudowne proste słowa ks. Jana
Twardowskiego na temat tego co to właśnie znaczy szukać Boga.
Co to znaczy szukać Boga? Szukać Boga to nie znaczy szukać sensu życia.
Ten, kto szuka Boga, cel i sens życia już odnalazł. Szukać Boga to znaczy
odkrywać, że Bóg jest blisko, tuż, tuż. Jest bliski, ale wciąż wymyka
się dlatego, że jest nieskończony. Szukać Boga to odkrywać, że wciąż
do Niego należymy; obudziliśmy się dziś rano dlatego, że On tak chciał.
I taka jest Jego wola byśmy jeszcze żyli i pracowali. Szukać Boga to
odkrywać, że nieraz pod pozorem krzywdy, cierpienia, które spada, tak
zwanego przypadku, kryje się mądrość Boża, troskliwa, troszcząca się
o nas, pragnąca, byśmy dojrzewali w bólu, cierpieniu. Szukać Boga, to
odkrywać, że On jest bardzo blisko nas, nawet wtedy, kiedy czujemy się
bardzo samotni i opuszczeni. Szukać Boga, to odkrywać, że wtedy, kiedy
odrzucamy dostojeństwa i dary, zbliżamy się do Ewangelii i do prawdy.
Odkrywać Boga to stale odkrywać Jego obecność tuż przy sobie.
Gdy pierwszy raz znalazłam się na "Górce", poczułam się zażenowana.
Wtedy myślałam, że natrafiłam na grupę nawiedzonych, rozśpiewanych,
natchnionych pobożnisiów. Dzięki Ci Boże, że jednak doświadczenia mojej
choroby nauczyły mnie, aby żądać uzdrowienia, żądać, ale pragnąć go.
A kto może być najlepszym lekarzem jak nie Jezus. A więc zostałam i
jestem i wypełnia mnie taka wdzięczność za to miejsce, że trudno mi
to wyrazić słowami. Teraz już wiem, że to zażenowanie w czasie pierwszego
spotkania ze wspólnotą dotyczyło mojej osoby. Ja po prostu nie mogłam
uwierzyć, że w kościele może być tak normalnie, naturalnie, uczciwie
i prostolinijnie.
Co daje mi wspólnota? Po pierwsze daje mi poczucie bezpieczeństwa, że
w tym zwariowanym świecie jest coś stabilnego. Po drugie daje mi wiedzę
o tym kim jest Pan Jezus, jak można Go wielbić, jak przenosić do codziennego
życia głoszone przez niego wartości. Wspólnota daje mi wzorce pewnych
postaw i zachowań. A po trzecie dzięki wspólnocie coraz mniej się wstydzę
mówić w tym, że bardzo, szaleńczo kocham Jezusa. W moim środowisku dobrze
widziana jest wiara, ale głoszenie, że jest się zakochanym w Panu oceniane
jest jako oszołomstwo, niepotrzebna egzaltacja lub inna fanaberia. A
tu we wspólnocie wszyscy są takimi oszołomami i niczego nie muszę się
wstydzić, o nic martwić.
Jestem wdzięczna . Wreszcie nauczyłam się tego, jak być naprawdę wdzięczna
Bogu. Nauczyłam się też, jak najprostszymi słowami wielbić Pana. Już
nie kombinuję, nie szukam gładkich słówek, nie skupiam się na budowaniu
poprawnych zdanek mojej modlitwy. Uczę się tutaj, jak pozwolić, aby
słowa uwielbienia i dziękczynienia wypływały prościutko z serca.
Rozpoczęłam wyznanie na temat wspólnoty w moim życiu psalmem 63 i w
ten sam sposób chciałabym zakończyć: "Bo
stałeś się dla mnie pomocą i w cieniu Twych skrzydeł wołam radośnie:
Do Ciebie lgnie moja dusza, prawica Twoja mnie wspiera."
Kiedy skończyłam pisanie tego miniwykładu poprosiłam mojego męża, aby
go wysłuchał i ocenił. Mąż wysłuchał i na moje pytanie: "i jak?"
odpowiedział: "No dobrze, tylko nie wiem, o czym to jest? O wspólnocie
czy o miłości Boga?"
"A czy to nie to samo?" - pomyślałam.
Wiktoria.